Partner: Logo FacetXL.pl

To była jedna z najgorszych decyzji w życiu Arka. Z Damianem znał się od wielu lat. Pracowali w jednej firmie. Potem ich drogi na krótko się rozeszły. Damian wyjechał do Holandii na kontrakt. Wrócił po dwóch latach. Z pokaźną gotówką.

 

- Namówił mnie na kupno połowy bliźniaka – mówi Arek.

 

- Nowe osiedle, ogrodzone, monitorowane, wysoki standard. I do tego mielibyśmy kawałek zieleni. Niedużo, bo każdy raptem po niecałe cztery ary, ale to w zupełności wystarczy dla takich mieszczuchów jak my.

Długo się wahał. Nie mieli aż tak dużych oszczędności. I tak musieliby sprzedać swoje mieszkanie.

- Ania, moja żona zawsze marzyła o swoim domu – mówi Arek. - Syn miał 7 lat i jak usłyszał o tym pomyśle, to nie spał całą noc. Ciągle mówił o tym, że na działce stanie bramka. Zaczynał grać w piłkę nożną i marzyło mu się, że codziennie będzie ćwiczyć rzuty wolne.

Znajomi, przyjaciele – jak jeden mąż – namawiali go do tego pomysłu. Cena rzeczywiście była dość atrakcyjna. Do tego blisko była szkoła. Do pracy z Anią mieliby też świetny dojazd, bo kilometr od nich przebiegała obwodnica. Do tego blisko las.

 

Jedyną osobą, która sceptycznie podchodziła do kupna domu był jego ojciec

 

Nie chodziło mu u samo kupno domu. Przestrzegał Arka przed zamieszkaniem w bliźniaku.

- Nie po to kupujesz własny dom, żeby mieć za ścianą sąsiada – mówił. - To tak jakbyś mieszkał w bloku. Będziesz słyszał każdy hałas. Żadnej prywatności.

Arek też się wahał. Ania jednak się uparła. Dość szybko podjęli decyzję. Swoje mieszkanie sprzedali bardzo szybko. Nowy nabywca nawet zbytnio się nie targował. Wszystko mu odpowiadało. Najbardziej lokalizacja, bo miał stąd bliziutko do pracy.

Sama przeprowadzka przebiegła sprawnie i bez żadnych problemów. Kiedy wynosili swoje ostatnie pakunki z mieszkania, nowy lokator właśnie rozpoczął wnoszenie swoich mebli.

Aż tak bardzo się nie zapożyczyli. Pomógł im trochę ojciec.

 

- Co będziecie płacić odsetki do banku – mówił. - Mam, to daję. Oddacie, jak będziecie mieli.

 

Na brakującą resztę wzięli kredyt. Nieco ponad 100 tysięcy. Przy zarobkach Arka i Ani, spłata rat nie była problemem.

- Dom był wykończony pod klucz - mówi Arek. - Wystarczyło jedynie ustawić meble.

Damian zamieszkał kilka tygodni później. Nie miał żony. Był od kilku lat z Aldoną. Nieformalny związek. Nie przepadali z Anią za partnerką Damiana. On był z kolei ślepo w nią zapatrzony. Kiedyś pracowała w agencji modelek. Wysoka, zgrabna, po wielu kosmetycznych „upiększeniach”. Była niewątpliwie atrakcyjna.

- Pracowała wciąż w branży, ale już nie na wybiegu – mówi Arek. - Wiem, że to nieładnie tak mówić o partnerce przyjaciela, ale trudno się z nią rozmawia. Nie ma żadnych zainteresowań. Całe dni siedzi z laptopem lub smartfonem i przegląda wszystkie plotkarskie portale.

 

Pierwsze miesiące mieszkania z sąsiadem za ścianą były sympatyczne

 

- Wszystko nas cieszyło – mówi Arek. - Sianie trawy, sadzenie drzewek, podlewanie. Zrobiliśmy też kilka wspólnych grilli z Damianem. Zaprosiliśmy też pozostałych sąsiadów. Mieliśmy tu ciszę, spokój.

Jedyna rzecz, jaka irytowała od początku Arka, to brak intymności na działce. Drzewka dopiero rosły, między ich działkami była tylko siatka. Czuł się jak na patelni.

- Kiedyś śmiałem się do Ani, że jak zamieszkamy, to na golasa połazimy rano po rosie – mówi Arek. - Okazało się, że to raczej mało prawdopodobne. Wszystko było widać. Zresztą Aldona większość dnia i tak spędzała na tarasie. Jak słońce grzało, to wylegiwała się na leżaku lub kocu. Ale trudno – tłumaczyliśmy sobie – jak tuje podrosną, to odgrodzimy się od sąsiadów.

 

Z czasem jednak pojawiły się pierwsze nieporozumienia

 

- Aldona jest wybuchową kobietą – mówi Arek. - Łatwo wpada w złość. Potrafi przed długi czas histeryzować. My, niestety musimy tego słuchać. A nie jest to nic przyjemnego.

Po przeprowadzce do nowego domu, Arek z Anią musieli odbębnić niejedną parapetówkę. Mieli wielu znajomych. Tak też było w kolejny weekend. Przyszli znajomi Ani z pracy.

- Była piękna pogoda, ustawiliśmy grilla w ogrodzie – opowiada Arek. - Przyszło chyba dwanaście osób. Każdy z jakimś prezentem. Byliśmy dość głośno, ale i tak w pewnej chwili Aldona wszystkich przekrzyczała. Rozmawiała przez telefon, spacerując po swoje działce. Z kimś się bardzo głośno kłóciła. Wiele razy słyszałem, że potrafi być wulgarna, ale tego wieczoru przeszła sama siebie. Trwało to dłuższy czas. Wszyscy się głupio poczuliśmy, bo musieliśmy wysłuchiwać obelg. Przecież widziała, że mamy gości. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się zachowywała. Na szczęście wkrótce skończyła swój monolog i poszła do siebie.

Następnego dnia Arek miał jej coś powiedzieć, ale w końcu dał sobie spokój. Nie chciał się kłócić.

 

Minął kolejny tydzień i doszło już do pierwszej, sąsiedzkiej kłótni przyjaciół-sąsiadów

 

Poszło o koszenie. Była sobota.

- Nie miałem jeszcze swojej kosiarki, pożyczyłem od kolegi, spalinową – mówi. - W sumie trawy było niewiele, myślałem o zakupie małej elektrycznej kosiarki.

Około 11 Arek odpalił kosiarkę. Kiedy skosił już prawie połowę, kątem oka zauważył Damiana przy siatce. Był w szlafroku. Spytał, czy muszę teraz kosić, bo chcieli dłużej pospać. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie mogę później, bo obiecałem koledze oddać kosiarkę do południa. Odparł, że jestem samolubnym egoistą. Chyba po raz pierwszy usłyszałem takie zarzuty z ust przyjaciela.

Od tej pory mieli „ciche dni”. Niby rozmawiali ze sobą, ale to już nie było to, co kiedyś. Żaden nie proponował drugiemu „wizyty w garażu”, które zawsze kończyły się sporą ilością wypitego piwa.

Aldona z kolei coraz częściej miewała swoje humory. Bywało, że wychodziła na działkę i udawała, że nie widzi sąsiadów za siatką.

- Najgorzej jednak było popołudniami – dodaje Arek. - Damian wracał zazwyczaj późno z pracy, a Aldona wieczorami najczęściej siedziała na tarasie lub na trawie na leżaku i rozmawiała przez telefon. Nie przeszkadzała jej nasza obecność tuż obok. Z niektórymi potrafiła rozmawiać przez półtorej godziny. Poruszała nawet sprawy intymne. Strasznie też przeklinała.

 

Pewnego dnia Arek zwrócił jej grzecznie uwagę

 

- Do syna przyszli koledzy z klasy – mówi. - W coś tam grali na ogrodzie. Ania chciała im zanieść coś do picia. Aldona akurat rozmawiała jak zwykle przez telefon. Co drugie słowo to k…, j.., sk…

I to kilka metrów od dzieciaków. Żona zawołała mnie. - Weź jej coś powiedz, bo przecież dzieci słuchają.

Tak zrobił. Po chwili głośno tego żałował. Aldona zawiesiła rozmowę i zaczęła na niego krzyczeć, że jest na swojej działce i może robić co jej się podoba. Nie chciała słuchać, że dzieci słyszą jej przekleństw, że mogłaby się chociaż przy nich powstrzymać od wulgaryzmów itd.

- Zignorowała mnie - kończy Arek. - Odwróciła się na pięcie i dalej prowadziła rozmowę. Zaczęła od słów, że „sorry, ale jeden taki ch.. mi przerwał”.

Następnego dnia powiedział o tym sąsiadowi. Damian obiecał, że porozmawia z Aldoną. - Wiesz, mi też często przeszkadza twój syn, jak lata po działce z piłką i drze się, ale nie biegnę od razu do ciebie ze skargą.

Aldonie chyba nic nie powiedział, albo nie przejęła się tym.

 

Prawie codziennie musieli wysłuchiwać jej telefonicznych rozmów

 

- Mieliśmy dość często gości. Latem – wiadomo – imprezy były na ogrodzie, ale jak się robiło późno, to staraliśmy się zbytnio nie hałasować, albo szliśmy do domu. Byliśmy na tym punkcie wyczuleni.

Pewnego dnia do sąsiadów przyjechała rodzina z Niemiec. Brat Damiana z żoną i dwójką dzieci. Pierwszego dnia urządzili imprezę. Bawili się prawie do świtu. Arek z Anią nie spali całą noc, mimo że zamknęli okno. Niestety, sypialnię mieli po stronie ogrodu. Wszystko było słychać.

- Głupio mi było zwrócić im uwagę – mówi Arek. - Pomyślałem, że długo się nie widzieli, pierwszy dzień wizyty, nie ma sensu robić afery.

Ale kolejne wieczory i nowe imprezy wyglądały podobnie. Tylko, że zmieniało się grono imprezowiczów. Ale nie godziny. Jak się potem dowiedział, Damian wziął tydzień wolnego. Nie musiał rano wstawać do pracy. W przeciwieństwie do nich. Noc z soboty na niedzielę znów była stracona.

 

Następna impreza zaczęła się już w niedzielę po południu

 

Było w miarę spokojnie. Około 21 zaczęła się jednak „jazda”. Przyszli jacyś spóźnieni goście. I do tego strasznie hałaśliwi.

- Pal licho ten dym z grilla – podkreśla Arek. - Nam też się zdarza zakopcić okolicę, ale przy kolejnych rykach biesiadników nie wytrzymałem. Nie chciałem robić awantury przy gościach i zadzwoniłem do Damiana. Powiedziałem, że to już trzecia nieprzespana noc i czy mogliby się jednak uciszyć. Sąsiad miał już mocno w czubie. Przeprosił i obiecał, że będą ciszej.

Za godzinę zadzwonił jeszcze raz. Nie dało rady już wytrzymać. Obudził się nawet jego syn. Wrzaski i krzyki było słychać na całym osiedlu. Damian nie odbierał. Jeszcze raz – to samo.

- W końcu postanowiłem pójść do niego – mówi Arek. - Ubrałem się i kiedy schodziłem po schodach zobaczyłem przez okno radiowóz. Nie wiem, kto wezwał policję, ale ktoś z sąsiadów w końcu nie wytrzymał tych krzyków i zadzwonił na 112. Przez uchylone okno usłyszałem, jak Damian coś tłumaczy policjantom. Ci po chwil odjechali. Wtedy usłyszałem jeszcze kilka okrzyków „kapuś” i „konfident”, ale przenieśli się do środka.

 

Od tego czasu minęły dwa lata. Z sąsiadami w zasadzie nie rozmawiają. Co najwyżej wymuszone kiwnięcie głową, jak widzą się na działce. Nie brakuje natomiast złośliwości ze strony dawnego przyjaciela.

- Zdarza się, że kiedy ktoś do mnie przyjdzie i siedzimy na działce, to w tym czasie specjalnie włącza podkaszarkę lub słucha głośnej muzyki – mówi Arek. - Aldona nic się nie zmieniła. Wciąż wysłuchujemy jej telefonicznych rozmów, kiedy chodząc po ogrodzie z telefonem przy uchu, opowiada kolejnej przyjaciółce, jaki ma wspaniały preparat na cellulit.

Arek coraz częściej wspomina słowa i przestrogi ojca.

- Teraz wiem, ze miał rację - mówi. - Po co mi taki dom, gdzie nie mogę się poczuć swobodnie?

Coraz częściej myślą o sprzedaży połowy bliźniaka. Wreszcie chcieliby po pracy odpocząć we własnym, zadbanym ogrodzie.

 

 

 

 

 

Tagi:

sąsiad,  kłótnia, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz