Rozmowa z Andrzejem Piętasem, kierowcą busa ze Śląska, który wozi ładunki po całej Europie

 


Ile kilometrów przejechał pan najwięcej w ciągu miesiąca?

- Niedawno było to ponad 13 tysięcy. Głównie z południa na północ Europy. Nie jest to jakiś szczególny wyczyn. Zawodowi kierowcy przejeżdżają często o wiele więcej.

Jak jest różnica jeżdżąc po Europie Zachodniej w porównaniu do Polski?

- Infrastruktura drogowa jest podobna. Podobają mi się autostrady w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii. Tam też większość bocznych dróg jest w lepszym stanie niż u nas. Ale widzę wciąż ogromną przepaść w kulturze kierowców okazywanej na drogach. Nie tak dawno - w Katowicach - zatrzymałem się na bocznej ulicy, żeby zabrać żonę. Nie mogłem wjechać na chodnik, bo wszędzie były zaspy śniegu. Trwało to może kilka sekund. I już z tyłu usłyszałem trąbienie i wygrażanie pięścią. We Francji z kolei byłem świadkiem, jak kierowcy dwóch aut zatrzymali się na wąskiej drodze. Jeden za drugim. Tylko po to, żeby się ze sobą pożegnać. Zaraz zrobił się mały korek. Nikt nie zatrąbił, nikt się nie denerwował. Każdy uśmiechnięty, wyluzowany. Byłem zszokowany. Oczywiście nie chcę generalizować, ale chociażby w Niemczech nigdy nie spotkałem się z najmniejszym przejawem agresji na drodze. Kierowcy są tam bardziej życzliwi dla siebie. Podobnie w Szwajcarii. Kiedyś miałem problem ze znalezieniem firmy, do której jechałem i zabłądziłem. Nie mogłem też wycofać. Za mną stały inne samochody. I kierowcy którzy stali tuż za mną od razu wysiedli i spytali, w czym mogą pomóc. Szok. Mnie niedawno "obtrąbił" kierowca tira we Francji. Nie podobało mu się, że jadę za wolno. Potem mnie wyprzedził. To był polski tir.

 


Gdzie są najlepiej wyposażone stacje benzynowe?

- Większość tych przy autostradach są na wysokim poziomie. Najczyściej chyba jest w Szwajcarii. We Francji można za to korzystać z bezpłatnych kabin prysznicowych. W Niemczech to kosztuje nawet 3 euro. Inaczej wygląda sytuacja na stacjach przy drogach lokalnych. Nie wszędzie są na nich toalety.


Fotoradary nie śnią się panu po nocach?

- Na razie zapłaciłem tylko jeden mandat. We Francji przekroczyłem prędkość o 13 km/h. Tam trzeba mieć rzeczywiście oczy dookoła głowy. Nigdzie w Europie nie ma tylu fotoradarów co właśnie we Francji. Robią foty nawet przy przekroczeniu prędkości o kilka kilometrów ponad dopuszczalną wartość. Staram się jeździć zgodnie z przepisami, inaczej to bym z torbami poszedł.

 


A kontrole policyjne?

- Zdarzają się. Zwłaszcza w Anglii tego doświadczyłem. Raz mnie tak "przetrzepali", że straciłem mnóstwo czasu na wyjaśnienia. Szukali jakiejś kontrabandy. Zaglądali w każdy zakamarek auta. Ale robili to z uśmiechem na twarzy. Kilka razy także w Niemczech byłem kontrolowany. We Francji zdarza się, że taka kontrola jest przeprowadzana na środku ronda. Policje poszczególnych państw ściśle ze sobą współpracują. Kiedyś rozmawiałem na promie do Anglii z kierowcą, którego zatrzymała policja francuska do kontroli - w Calais, przed wjazdem na prom. Policjanci mieli zastrzeżenia do stanu bieżnika jednego z kół. Sugerowali wymianę. Kiedy za kilka tygodni ten kierowca powtórnie zjechał z promu w Anglii, to za kilka kilometrów zatrzymali go brytyjscy policjanci. Interesowało ich jedno - czy wymienił koło.


Miał pan kolizję lub wypadek?

- Na szczęście nie. Staram się jeździć ostrożnie, nigdy nie szarżuję. Ale przyznam, że najmniej pewnie czuję się na brytyjskich szosach. Tam kierowcy jeżdżą brawurowo i za szybko. W razie zagrożenia nie ma też gdzie uciekać samochodem, bo na wielu bocznych drogach nie ma pobocza.

 


Czy zawodowi kierowcy pomagają sobie w trasie?

- Różnie z tym bywa. Ja ostatnio "pożyczałem" prąd kierowcy tira z Rumunii. Proszę pamiętać, że każdy z kierowców jest ograniczony czasowo. Jak stracę kilka godzin, żeby komuś pomóc, to nie zdążę na czas z ładunkiem do klienta. Coś za coś. W razie poważniejszej awarii mamy - przynajmniej większość z nas - całodobową pomoc w każdym zakątku kraju czy Europy.

 


Gdzie się pan myje, załatwia na trasie?

- Z tym to nie ma problemu. Prawie wszędzie na każdej stacji jest przecież toaleta. Na wielu kabiny prysznicowe. A jeśli nocleg wypadnie mi z dala od takiej stacji, to mam ze sobą wodę, miskę, a jako dzieciak byłem harcerzem i zawsze sobie dobrze radziłem w takich sytuacjach. Niedawno jak u nas było kilka stopni mrozu i śnieg, to rano we Francji goliłem się na dworze przy temperaturze plus 14 stopni. Sama przyjemność.

 


Co najbardziej smakuje na trasie, jeśli nie idzie pan do baru czy restauracji?

- Obiad w restauracji to dla wielu wydatek stanowiący równowartość połowy dniówki. Dlatego każdy wozi ze sobą prowiant, ma kuchenkę, niektórzy nawet ekspres do kawy. Ja najbardziej lubię domowe jedzenie, które przygotowuje mi zona. Jej bigos czy bogracz w słoiku smakuje jak w najlepszej restauracji.

 


Nie nudzi się panu podczas jazdy? Czego pan wtedy słucha? Radia? Audiobooków?

- Próbowałem słuchać audiobooków, ale mnie rozpraszały. Od tej pory słucham jedynie radia. Tak się składa, że do dłuższego czasu najczęściej jestem we Francji i słucham ich stacji. A tam najczęściej są "przegadane" audycje i mało muzyki.


Jest jakieś miejsce, które szczególnie się panu spodobało?

- Jest wiele takich miejsc. Najbardziej lubię jednak małe, francuskie miasteczka czy wsie, oddalone od głównych dróg. Mają w sobie mnóstwo uroku. Zazwyczaj wtedy staję na parkingu obok kościoła - bo zazwyczaj jest na nich miejsce i są bezpłatne i jak mam czas - zwłaszcza w weekendy - zwiedzam okolice. Zawsze się znajdzie jakiś zameczek...

 


Jako doświadczony kierowca ma pan na pewno swoją opinię na temat innych użytkowników dróg. Z kim by pan obawiał się usiąść do samochodu jako pasażer?

- Nie ma reguły. Nie chcę tu generalizować. W każdym państwie zawsze się znajdzie jakiś kierowca, który jeździ brawurowo i stwarza zagrożenie na drodze - niezależnie od wieku, ani czym jeździ.

 


Miasto, po którym jeździ się koszmarnie, to...

- Kraków. Tu więcej się stoi niż jedzie. Nawet na obwodnicy. W Berlinie, Wiedniu czy nawet Paryżu też są korki, ale te poszczególne skrzyżowania w miarę sprawnie się pokonuje.

 


A jak pan pamięta swój pierwszy wyjazd do Anglii. Ruch lewostronny nie przerażał pana?

- Na początku ciężko się było przyzwyczaić, zwłaszcza na rozbudowanych rondach. Potem poszło już łatwiej. Ale jak już mi się wydawało, że jeżdżę jak rodowity Brytyjczyk, to omal nie zgubiła mnie rutyna. Wyjeżdżałem z bocznej uliczki w prawo i odruchowo od razu skręciłem na prawy pas. Omal nie zderzyłem się z innym samochodem.


Odczuwa pan różnice w jakości paliwa w poszczególnych państwach?

- Słyszałem takie opinie, ale od kierowców samochodów osobowych, że ktoś na gazie LPG przejechał dużo więcej niż na polskim. Przy moim busie nie odczuwam żadnej różnicy.

 


Najdziwniejszy samochód, jaki pan spotkał na drodze, to...

- Zdarza się, że gdzieś na trasie odbywa się zlot starych samochodów. Wtedy wyprzedzają mnie różne auta sprzed kilkudziesięciu lat. Wtedy trudno oderwać od nich wzrok. Obserwuję jednak, że w Niemczech jest niewiele starszych wiekiem samochodów. We Francji z kolei widać na ulicach auta jeszcze z lat 70. czy 80. I wcale nie jadą na zlot. Są użytkowane na codzień.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi:

kierowca,  podróże, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz