Oto treść listu (fragmenty):

 


(...) Nie tak wyobrażałem sobie moją przyszłość. W najgorszych snach nie przypuszczałem, że w zakładzie nie dotrwam do emerytury. Już przecież mi niewiele brakuje. Przetwórnia to jedyny duży zakład w okolicy. Pamięta jeszcze czasy PRL-u. Kilka pokoleń rodzin tu pracowało. Ja także. Moja mama tu pracowała, dwóch wujów. Każdy się tu znał i prawie każdy miał jakieś powiązania z tym zakładem. (...)

(...) Soki, dżemy, przeciery - to wszystko najlepiej się sprzedawało w latach 80. Po odbiór z magazynu trzeba było stać w kolejce. Z całej Polski tu przyjeżdżali ciężarówkami. Potem była prywatyzacja, kilka razy zmieniał się właściciel, kilka razy straszyli, że zamkną firmę, ale jakoś przetrwała. I działa do dzisiaj. Chociaż kokosów tu nie ma.

(...) Zajmowałem się maszynami. Serwisowałem, szkoliłem się, byłem zawsze pod telefonem w razie awarii. Bo produkcja musi iść. Śmiali się, że beze mnie zakład by stanął. Byłem cenionym pracownikiem. Znałem każdą maszynę, niemal każdą w niej śrubkę. Mogłem je naprawiać z zamkniętymi oczami.

(...) Technologia była coraz bardziej zaawansowana,więcej automatyki, komputeryzacja. Ale dawałem radę. Wysyłali mnie na różne kursy, szkolenia. Dużo się wówczas nauczyłem. Lubiłem swoją pracę. Nawet na urlopie, kiedy najczęściej jeździłem z żoną na Mazury, to od czasu do czasu dzwoniłem do pracy, czy wszystko gra. Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym gdzieś indziej pracować. A już na pewno, że mnie kiedyś zwolnią. (...)

(...) Problemy zaczęły się już kilka lat temu. Zaczęło się od tego, że przyszedł młody, gniewny "spec" od marketingu. I zaczął kombinować. A to nowe smaki, a to inne opakowania, do tego zupełnie nieudana kampania promocyjna.

 


I tak nakombinował, że na koniec roku zakład zamiast zysków, ledwo wyszedł na zero

 


(...) Potem nie było lepiej. Susza, nieurodzaj, trudno było o truskawki i maliny, a do tego pojawiły się problemy ze zbytem. Konkurencja też nie próżnowała. I coraz częściej mówiło się, że będą redukcje, zwolnienia, restrukturyzacja. Ja się tym jednak aż tak bardzo nie przejmowałem. Wychodziłem z założenia, że urządzenia zawsze się psuły i psuć będą, a nikt nie znał ich tak dobrze, jak ja. Mnie zatem żadne redukcje miały nie dotyczyć. Tak to sobie tłumaczyłem. (...)

(...) Basia, moja żona jest nauczycielką. Ma stabilną pracę. Nikt jej nie ruszy. Moje zarobki plus jej pensja nauczycielska to było co miesiąc prawie 10 tysięcy złotych. Jak na warunki naszego miasteczka to bardzo przyzwoicie. Mieszkanie mieliśmy po Basi rodzicach, czynsz i opłaty to nieco ponad 650 złotych, spłacaliśmy jedynie kredyt na samochód, ponad 500 złotych co miesiąc, już niedużo zostało. Dzieci już dorosłe, pomagaliśmy jak mogliśmy na początku, teraz już dobrze sobie radzą. Żyliśmy całkiem dostatnio. (...)

(...) Nie wziąłem jednego pod uwagę - że moja firma zdecyduje się na serwis z zewnątrz. Zamiast trzymać mnie na etacie i co miesiąc płacić na rękę ponad 5 tys. złotych, do tego wszelkie świadczenia, to doszli do wniosku, że wyjdą na tym lepiej, jeśli zastąpi mnie "zewnętrzny podmiot" - jak to określili. Po 30 latach pracy dostałem wypowiedzenie. Zostałem na bruku. Co z tego, że mi wypłacili odprawę, za zaległy urlop, jakąś jubileuszówkę. W sumie ponad 50 tys. zł się uzbierało. Co ja z tym miałem zrobić? Sklep z używaną odzieżą otworzyć? Bo tylko takie u nas powstają w ostatnim czasie. (...)

(...) Co tu ukrywać - załamałem się. Co rano wstawałem z przyzwyczajenia, że trzeba do roboty. A tu roboty nie ma. Na początku wziąłem się za zaległe prace domowe. Ten czas bez pracy potraktowałem jak urlop. Trochę odpoczywałem, jeździłem na działkę, do lasu, na ryby. Posprzątałem w garażu, w piwnicy, zreperowałem wreszcie kinkiet w przedpokoju, zająłem się Basi rowerem, bo przerzutki ciężko działały i tyle.

(...) W końcu zacząłem szukać pracy. Po kilku telefonach do znajomych dotarło do mnie, że o etacie to mogę pomarzyć. Owszem, potrzebują kogoś do pomocy, ale to raczej robota dla młodego. "Wiesz Adaś, masz doświadczenie, jesteś fachowiec, ale mi trzeba kogoś do dźwigania" - usłyszałem od kolegi, który miał hurtownię budowlaną. Inny znajomy z kolei też zatrudniłby mnie, ale wiązało się to z tym, że musiałbym jeździć po Polsce ciężarówką. A ja nawet prawa jazdy na nią nie miałem.

(...) W urzędzie też nie miałem szans. Albo młodego na staż, albo ze skierowaniem z urzędu pracy. Policja czy straż też odpadała. Nawet w sklepie usłyszałem, że to raczej nie praca dla mnie.

(...) W wieku 54 lat nikt mnie nie chce. Pieniądze z odprawy już dawno się skończyły. Basia stwierdziła, że nie ma co trzymać tego kredytu na samochód. Spłaciliśmy go, zostały już jakieś niewielkie kwoty. Żyjemy w zasadzie z jej pensji i tego, co dorobię.

(...) Czasami znajomy zadzwoni z warsztatu, że trzeba pomóc. Znam się trochę na samochodach, to bierze mnie do wymiany klocków czy jakieś łożysko wymienić. Kilka razy pomagałem mu też przy remoncie silnika, ale potem przez kilka dni chodzić nie mogłem, bo mnie zaczął kręgosłup boleć

(...) Jestem na ubezpieczeniu Basi, to przynajmniej do lekarza mogą bezpłatnie chodzić. Myślałem, żeby może założyć własną działalność, ale przy tych wszystkich ZUS-ach, składkach, to poszedłbym z torbami. Kiedyś usiadłem z długopisem i kartką i zacząłem liczyć, że gdybym chciał otworzyć jakiś zakład usługowy, to musiałbym co miesiąc uzbierać ponad 10 tysięcy, żeby mieć na opłaty i coś jeszcze żeby zostało. Bez szans.

(...) Na razie nie mam pomysłu na życie. Przecież nie wyjadę gdzieś do roboty jako pracownik fizyczny. Nie te lata. Boję się gdzieś ogłaszać, że potrafię naprawić lodówkę, pralkę czy coś zrobić w domu, przy samochodzie. Zdarza się, że mam takie zlecenia od znajomych. Potem mnie ktoś inny poleci i czasami uda się coś zarobić. Ale to wszystko jest na tu i teraz. Nic nie mogę zaplanować. Już dwa lata tak kombinuję, żeby mieć jakiekolwiek pieniądze. Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałem, że będę zazdrościć komuś, kto ma stałą pracę. A dzisiaj żal mi ściska serce, kiedy widzę moich kolegów, jak lecą do roboty. Wiele bym dał, żeby iść razem z nimi...

 

 

Tagi:

praca,  zawód, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz