- Rozgłos w naszej pracy nigdy nie był wskazany – mówi.

W policyjnej hierarchii operacyjni stoją o wiele wyżej od „zwykłych” funkcjonariuszy. Nie jeżdżą na awantury domowe, kłótnie sąsiedzkie czy też do błahych spraw. Mają wiedzieć wszystko, co się dzieje w mieście: kto się z kim kłóci, kto przebywa w „szemranym” towarzystwie i komu zdarza się popaść w konflikt z prawem. Czasami nawet najdrobniejsza informacja może być kluczowa w sprawie.

- Jeśli mieliśmy np. zabójstwo, a wiedzieliśmy, że ofiara była z daną osobą skonfliktowana, to zawsze był i jest to jakiś punkt zaczepienia – mówi nasz bohater.

 

Działają nietuzinkowo

 

Kilkanaście lat temu poszukiwali oszusta, który naraził kilka firm na setki tysięcy złotych strat. Wysłali za nim listy gończe. Nie mogli go w żaden sposób namierzyć. Wiedzieli jednak, że kontaktuje się z rodziną. Wykorzystali to.

- Zadzwoniliśmy do jego ojca – opowiada Marek. – Podaliśmy się za prezesów firmy i zaproponowaliśmy dużą transakcję. I  połknął haczyk. Umówił nas w biurze. Wskoczyliśmy w garnitury i pojechaliśmy na spotkanie. Kiedy wszedł poszukiwany, wyciągnęliśmy legitymacje i zabraliśmy go na komendę. Rodzina potem pisała skargi, że nasze działania były…nieuczciwe.

Innym razem przesiedział kilka godzin w nocy na drzewie. Chciał w ten sposób złapać włamywacza, który akurat w tym miejscu włamywał się do samochodów. Nie udało się go jednak złapać na gorącym uczynku.

Udało się to z kolei w przypadku dwóch braci-bandziorów, których podejrzewali o rozboje na nieletnich. Po kolejnym zdarzeniu policjanci byli tak zdeterminowani, że któregoś dnia chodzili na nimi przez kilka godzin. Jak cień.  I udało się. Rozbójnicy wpadli na gorącym uczynku, kiedy wykręcili jakiemuś dziecku ręce i zabrali mu telefon. W podobny sposób wpadł rabuś, który w jednej z restauracji napadał na nietrzeźwych klientów. Kiedy upatrzył taką ofiarę, szedł za nią i w dogodnej chwili atakował od tyłu i okradał.

 

Wyczuleni na rozboje

 

Sprawcy czasami wpadają po latach.

- To, że nie zawsze uda się go złapać tuż po napadzie, nie znaczy, że zapominamy o sprawie – przekonuje. – Pamiętam, że dopadliśmy kiedyś gościa na kradzieży. Okazało się jednak, że ma na sumieniu jeszcze kilka rozbojów. A wpadł, bo jeden z policjantów  – jak zobaczył jego tatuaż – to przypomniał sobie, że kilka lat temu poszkodowani zeznali, że sprawca miał taki sam jak zatrzymany, charakterystyczny tatuaż. I gość poszedł za kratki.

Marek przyznaje, że każdy gliniarz jest szczególnie uczulony właśnie na rozboje.

- To nie jest też tak, że inne zdarzenia traktujemy z przymrużeniem oka, ale umówmy się: rozbój a kradzież kompotu z piwnicy to jednak dwie różne sprawy.

Kilka lat temu stawali na głowie, żeby zatrzymać bandytę, który na ulicy napadł na starszą kobietę, chorą do tego na raka. Uderzył ją pięścią w częściowo usuniętą pierś, skopał i obrabował. Ledwo z tego wyszła. Dzięki pracy operacyjnej wpadł następnego dnia. Przyznał się. Kiedy w eskorcie policji wszedł na salę sądową, od drzwi rzucił w kierunku sędziego: „ Daj mi Batman 10 lat i przestań p…”

I tyle dostał.

 

 

Marek przyznaje, że każdy zatrzymany reaguje inaczej

 

 Jedni są agresywni, klną, inni dają się zakuć w kajdanki jak potulny baranek.

- Kiedyś, swoimi kanałami dowiedzieliśmy się, że w jednym z mieszkań może przebywać poszukiwany listem gończym – opowiada. – Miał na kilka dni przyjechać z Francji. Wiedzieliśmy, że brał udział w zawodach walki wręcz. Zapukaliśmy. Otworzył nam drzwi. Ledwo się w nich mieścił. Miał ze dwa metry wzrostu i ze 150 kg wagi. Pokazaliśmy „blachy” i poprosiliśmy, żeby pojechał z nami na komisariat w drobnej sprawie. Nie stawiał żadnego oporu. Wtedy z pokoju wyszedł jego brat-bliźniak. Spytał, czy mamy jakiś problem. A potem z kuchni wyszedł jeszcze ojciec – wyższy od synów. Też pytał o nasze problemy, ale jakoś udało się nam załatwić to pokojowe. Odetchnęliśmy dopiero na komisariacie.

Kiedyś dostali również cynk, że na jednej z dzielnic może przebywać poszukiwany złodziej. Pojechali tam w trójkę. Siedli w barze, licząc że może zjawi się tu „obiekt”. Usiedli przy stoliku przy oknie, żeby widzieć okolicę i zamówili kawę. W pewnym momencie przez szybę – szukając znajomych – zajrzał poszukiwany mężczyzna. Kawę wypili już na komisariacie, gdzie pojawili się już w czwórkę…

Pamięta również złodzieja, którego przyłapali na gorącym uczynku podczas włamania. Jego wspólnik uciekł. Zatrzymany nie chciał powiedzieć, z kim poszedł na „włam”. Prosili, tłumaczyli przez kilka godzin. Wreszcie złodziej się rozpłakał.

- To czemu nie powiesz, z kim byłeś?

- A pan by brata wsypał? – usłyszeli w końcu.

W ręce operacyjnych – takich jak Marek – wpadały całe pokolenia. On sam, wiele lat temu najpierw zatrzymał matkę, potem jej syna i dziadka. Rok później z rozmieszczeniem pokoi na komisariacie zapoznał się wnuk. Wszyscy z jednej rodziny. Jak się okazało, to już kolejne pokolenie, które od dziesiątków lat regularnie spędza czas za kratkami. Po wyjściu na wolność, trafiają tam wcześniej czy później.

Kilkanaście lat temu głośno było o zdarzeniu, kiedy na jednym z osiedli młodzi bandyci najpierw zabili znajomego, a potem w łazience – piłą – pocięli zwłoki i zakopali nad zalewem. Sprawcy zostali zatrzymani i trafili do więzienia. Jeden z nich niedawno wyszedł na wolność. Na krótko jednak. Wkrótce po wyjściu skatował na imprezie kolegę. Ledwo go uratowali. Teraz odsiaduje kolejny wyrok.

 

Mają w głowie portrety pamięciowe

Te wiszą na każdej komendzie, na każdym komisariacie. Policjanci codziennie na nie patrzą, nawet bezwiednie. I mają je „zanotowane” w pamięci. Zdarza się, że w odpowiednim momencie skojarzą gościa z portretu z tym, który akurat jedzie autobusem. Taka przygodę miał kolega Marka.

- Jechał autobusem o 5 rano, kiedy zauważył na siedzeniu mężczyznę znanego mu właśnie z portretu pamięciowego – opowiada Marek. – Szybko zapiął sobie na dłoni jedną „bransoletkę” od kajdanków, usiadł przy nim i jednym ruchem przypiął się do jego dłoni.

- „ No to się, k.. najechałem” – usłyszał.

Okazało się, że mężczyzna miał rzeczywiście pecha. Chciał odwiedzić rodzinę. Nie chciał mu się przejść pieszo zaledwie dwóch przystanków.

 

Strzelają, ale na amerykańskich filmach

 

- Owszem, zdarzyło mi się sięgnąć po broń, ale nigdy jej nie użyłem – mówi policjant. – W przypadku, kiedy miałem do czynienia z sytuacją – powiedzmy – kryzysową, zawsze starałem się rozmawiać, uspokoić. To pomagało. Tłumaczyłem  – chłopie, mało masz kłopotów, chcesz mieć ich więcej, zrobiłeś głupotę, niestety, musisz to odpokutować. I tyle. Nie groziłem, nie podnosiłem głosu. W tym fachu nie możesz okazywać emocji, bo wtedy stracisz dystans do tego, co robisz. Każdy z nas miał w życiu nieraz ochotę przyłożyć niejednemu bandziorowi, który np. pobił dziecko czy zmasakrował żonę. Zaraz jednak przychodziło otrzeźwienie, że w naszej pracy nie możemy ulegać takim słabościom czy emocjom. To tak samo jak w przypadku pracy lekarza. Jeśli ktoś sobie z tym nie radzi, to powinien zmienić robotę.

Policjanci jednak mają traumatyczne wspomnienia. Nawet po latach. Marek nie jest wyjątkiem. Do dzisiaj ma przed oczami widok zapłakanych, dwóch, małych dziewczynek. Starsza, 11-letnia wróciła do domu ze swoją 5-letnią siostrzyczką. Na rurze, w kuchni wisiały zwłoki ich mamy. Maluchy próbowały ją odciąć ze sznura, w końcu zaalarmowały sąsiadów. – Ja to przeżyłem bardzo, ale te szlochające dzieci to był naprawdę dramat.

 

Rodzina

 

- Teraz, z perspektywy wiem, że niełatwo być żoną gliniarza – dodaje Marek. – Moja na szczęście wiedziała, kiedy mam gorszy dzień, bo akurat coś tam w pracy nie poszło po mojej myśli i była wtedy bardzo wyrozumiała. Poza tym, ja w tym fachu byłem od tylu lat, bo kochałem to. Zawsze chciałem był policjantem. Pomagać ludziom. A wie pan, jaka mnie spotkała największa nagroda? Mieliśmy kiedyś rozbój na kilkuletniej dziewczynce. Zabrali jej telefon. Udało się go odzyskać. Zadzwoniłem do matki, żeby przyszła go odebrać. Przyszła z córką. Mała jak wzięła do ręki telefon, to z radości rozpłakała się. Nie chodziło o to, że to był jakiś wypasiony aparat. Miała w nim zdjęcie najbliższej koleżanki…

 

 

 

 

 

 

Tagi:

policja,  kryminalni,  przestępcy, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz
// }) // }) // }) // }) // }) // })