Partner: Logo FacetXL.pl

Jerzy ma 36 lat. Pochodzi z niewielkiej osady na Lubelszczyźnie. Wysoki, dobrze zbudowany, z ujmującym uśmiechem. Od trzech lat szczęśliwy ojciec Zosi, a od siedmiu - mąż Kasi.

- Poznaliśmy się u mnie w warsztacie - mówi. - Przyjechała przestraszona i zestresowana, bo jej fiat zaczął wydawać dziwne dźwięki. Jak wjeżdżała na plac, to wiedziałem o co chodzi. Odczepiła się jej plastikowa osłona silnika i szorowała po drodze. Dźwięk był rzeczywiście niepokojący i trudno się dziwić, że młoda dziewczyna się wystraszyła.

Śpieszyło się jej na wykłady. Obiecał, że jak tylko będzie miał wolny podnośnik, to się zajmie naprawą. Pojechała z warsztatu na uczelnię taksówką.

- To była prosta robota - mówi Jerzy. - Wysłałem jej za jakiś czas esemesa, że auto jest do odbioru.

Przyjechała po południu. Bała się wyjechać w garażu. Wjazd był rzeczywiście dość wąski.

 

Kiedy cofałem, zauważyłem na tylnym siedzeniu książkę. Opowiadania Hłaski. To mój ulubiony autor

 

Za naprawę policzył jakieś symboliczne pieniądze. Spytał, kiedy ostatni raz wymieniała olej, klocki hamulcowe. Była zaskoczona, że to się wymienia. Samochód miała od niedawna. Ojciec po zawale bał się jeździć i oddał jej swojego fiata.

- Umówiliśmy się, że za tydzień przejrzę jej dokładnie samochód - mówi Jerzy. - Ucieszyła się, spytałem o Hłaskę i okazało się, że jest jego fanką. Staliśmy jeszcze z pół godziny, dyskutując o jego książkach. Fajnie nam się gadało. Była zaskoczona, że interesuję się literaturą. To była prawda.

 

Od dziecka lubiłem czytać. Kiedyś marzyłem nawet, że zostanę znanym i cenionym pisarzem

 

W życiu nie miał lekko. Ojciec - od kiedy pamięta - miał problemy ze zdrowiem. Cukrzyca, potem serce. Miał dwójkę młodszych braci. Mama się nimi zajmowała. W końcu i ona podupadła na zdrowiu. Wpadła w depresję, na szczęście jakoś sobie z tym poradziła. Skarżyła się jednak na napadowe bóle głowy. Żadne leki nie pomagały. I nie mogła nic dźwigać po operacji kręgosłupa.

- Ojciec był w coraz gorszym stanie - mówi. - Były dni, kiedy obydwoje z mamą leżeli całymi dniami w łóżku. Nie mieli siły wstać. Wszystko wtedy było na mojej głowie. Pranie, sprzątanie, gotowanie.

Z nauką nie miał najmniejszych problemów. Do matury jednak nie przystąpił. Miesiąc przed egzaminami ojciec miał wylew. Ze szpitala wrócił częściowo sparaliżowany. Nie był początkowo w stanie nawet się przekręcić na łóżku. Jerzy go przebierał, mył, masował. Nauka zeszła na dalszy plan.

- We wszystkim musiałem też pomagać mamie - mówi. - Matura, studia - to wszystko było wtedy nieważne. Liczyłem, że kiedyś w domu się wszystko ułoży i nadrobię to.

 

Nie ułożyło się i nie nadrobił. O tym opowiedział Kasi miesiąc po tym, jak po raz pierwszy pojawiła się u niego w warsztacie

 

- Przejrzałem jej wtedy tego fiata - tak jak się umówiliśmy - i okazało się, że jest trochę rzeczy do naprawy - mówi Jerzy. - Pojechaliśmy potem na jazdę próbną za miasto i wtedy zaprosiła mnie na kawę. To była nasze pierwsza randka. Siedzieliśmy w letniej kawiarence nad zalewem i rozmawialiśmy o wszystkim. Zeszło nam do wieczora. Nawet nie wiem, kiedy zleciał ten czas. Umówiliśmy się na weekend.

Od tej pory zaczęli się spotykać nawet co kilka dni, często dzwonili do siebie. Byli idealną parą. Kasia czuła w nim oparcie, mogła zawsze na niego liczyć. Był silnym, zdecydowanym i twardo stąpającym po ziemi mężczyzną jej marzeń. Nic dziwnego, że tuż po jej aplikacji radcowskiej wzięli ślub.

 

- Moim świadkiem był mój najbliższy przyjaciel - mówi Jerzy. - Wiele mu zawdzięczam. To jego ojciec ściągnął mnie do siebie do warsztatu, a potem mi go wydzierżawił

 

Było to tak: kiedy ojciec Jerzego powoli wracał do zdrowia, a mama pokonała depresję, to postanowił pójść do pracy. Wtedy Piotrek wpadł na pomysł, żeby wyjechał do miasta, do jego ojca. Potrzebował dobrego mechanika. I tak się zaczęła jego zawodowa kariera.

Przed ślubem poznał niektórych znajomych Kasi. Głównie ze studiów.

- Kiedy dowiadywali się, że jestem mechanikiem, to niektórzy nie kryli zdziwienia - mówi Jerzy. - Dla nich to było niepojęte, jak Kasia może wyjść za kogoś, kto na co dzień chodzi w roboczych ciuchach i z wysmarowanymi olejem dłońmi. Nie wszyscy tak się zachowywali, ale kiedyś na imprezie u znajomych podsłuchałem rozmowę jej dwóch koleżanek. Jedna z nich spytała "o czym Kaśka może rozmawiać z tym mechanikiem i jakie oni mogą mieć wspólne tematy". Ta sama koleżanka, kilka minut później dała plamę, bo akurat ktoś wspomniał, że wieczorem będzie w telewizji spektakl "Trans-Atlantyk".

- Nigdy nie lubiłam Tyrmanda - chciała błysnąć ta koleżanka.

Jerzy miał satysfakcję widząc jej zdumioną miną, kiedy powiedział jej, że chodziło jej chyba o Gombrowicza.

 

Zatkało ją także, kiedy spytał, jak jej się podobały "Dzienniki" Tyrmanda. Nie czytała? Tym razem to on zrobił zdziwioną minę...

 

Nie był to jedyny przypadek, kiedy znajomi jego żony dawali mu odczuć swoją wyższość. Oni przecież mają tytuły magistrów, dwie osoby z jej grona mogą też z satysfakcją dopisać skrót "dr" przed swoim nazwiskiem.

- Były sytuacje, kiedy czułem się jak Leszek - bohater mojego ulubionego serialu "Daleko od szosy" - dodaje Jerzy. - Kiedyś właśnie na pewnej imprezie inna koleżanka Kasi powiedziała o kimś "prostak bez matury". Nagle zrobiła się cisza. Wszyscy mimochodem spojrzeli w moją stronę.

- To tak jak ja - zaśmiał się Jerzy. - Koleżance głupio się zrobiło. Zaczęła się jeszcze głupiej tłumaczyć. Że ja jestem inny - oczytany, inteligentny. Nie chciałem być złośliwy. Ale byłem. Spytałem, czy już sprawdziła w internecie, czy na pewno to Bukareszt jest stolicą Węgier. Bo tak wcześniej w jakiejś rozmowie twierdziła. I się do tego jeszcze wykłócała. Nie jest to może argument przesądzający o czyjejś wiedzy, ale nie chciałem jej dalej pogrążać. Przy pytaniu o poprawną pisownię "gżegżółki" zatrzymaliśmy się na wątku, że przy niektórych roślinach mogą być ortograficzne wyjątki. Nie wiedziała, że chodzi o ptaka...

 

Jego brak matury próbował też mu wypomnieć szwagier Kasi. Nie wprost, ale dał mu do zrozumienia, że "studia to jednak studia".

 

- To było na imieninach Kasi - mówi Jerzy. - Trochę przesadził z alkoholem. I zaczął być złośliwy. Zawsze taki był jak za dużo wypił. Zaczął się dopytywać o moje plany na przyszłość i czy zamierzam całe życie fizycznie pracować. Powiedziałem mu, że dopóki mi to sprawia frajdę i daje utrzymanie, to dlaczego nie. Zaczął drążyć temat wykształcenia, studiów, że jednak z dyplomem można więcej osiągnąć. I się zaczęła niepotrzebna dyskusja. W pewnym momencie nie wytrzymałem. Wypomniałem mu, że on z dyplomem magistra jakoś od pół roku nie może znaleźć pracy. Z poprzedniej go zwolnili. Tłumaczył, że była redukcja etatów. Wiem jednak, że chodziło o coś innego. Pracował w księgowości. Najpierw źle wypełnił jakieś formularze, potem sfałszował dokumenty, żeby to odkręcić i sprawa wyszła na jaw. Dobrze, że nikt nie powiadomił prokuratury. I siedzi teraz w domu i wysyła swoje CV z tytułem magistra.

Jerzy z Kasią są wspaniałym małżeństwem. Mają swój najdroższy skarb - ukochaną córeczkę, która jest ich oczkiem w głowie. Warsztat nie przynosi może kokosów, ale nie narzekają. Wyremontowali dom, Jerzy w ubiegłym roku sprawił Kasi niespodziankę - na urodziny dostała swojego wymarzonego garbusa.

- Kupiłem go okazyjnie - mówi. - Był w opłakanym stanie. Kolega go wyremontował u siebie w garażu. Tak, żeby Kasia nie widziała. W zamian zrobiłem kapitalny remont jego samochodu.

Są domatorami. Nie nudzą się ze sobą. Jeśli uda im się znaleźć opiekę do Kasi, to chodzą często do teatru, na koncerty, wystawy. Dużo też czytają. Zwłaszcza Jerzy. W pokoju mają jedną całą ścianą wypełnioną książkami. Od podłogi do sufitu.

- Niektórzy jak pierwszy raz zobaczyli u nas nowy regał z tyloma książkami, to nie kryli zdumienia - kończy Jerzy. - Nie robię tego na pokaz. Wolę spędzać czas nad książką niż wpatrywać się w smartfona. Ale maturę dla świętego spokoju zrobię. Nie chcę niektórych stawiać w niezręcznej sytuacji. Zwłaszcza tych z dyplomem, którzy udają, że traktują mnie jak równorzędnego partnera do rozmów, a po kątach szepczą, że "patrz, matury nie ma, a jednak dużo wie. I ile czyta!"

 

 

 

 

Tagi:

praca,  matura, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz