Marta często żartowała, że cieszy się z delegacji Jacka. Że często nie ma go w domu. Wszyscy się z tego śmieli. Przecież to było takie zgodne małżeństwo. Wszystko robili razem – zakupy, wspólne wyprawy rowerowe, zdarzało się chodzili razem nawet na wywiadówki do swojego jedynego – dziś dorosłego - syna.

Kilka lat temu poszli na pizzę. To był pomysł Marty. Następnego dnia Jacek miał wyjechać znów na delegację – na tydzień. Siedzieli, rozmawiali beztrosko, w tle cicha muzyka. Nastrojowo.

- Odchodzę. Chcę się rozwieść- usłyszał nagle.

- Dobrze, tylko zjedzmy najpierw pizzę – zażartował.

Kiedy spojrzał uważniej na żonę, zobaczył w jej oczach, że to jednak nie był jej kolejny żart. Znał ją na tyle, że dostrzegł w jej oczach dziwny błysk.

- To była chwila, którą zapamiętam chyba do końca życia – mówi 57-letni dziś mężczyzna, rozwodnik od 8 lat. – Cisnęło mi się tyle pytań na usta, ale nie wiedziałem o co mam zapytać. Tę scenę analizowałem miliony razy. To tak, jak pacjent nagle słyszy od lekarza, że ma raka. Tak to dzisiaj widzę. Każde pytanie jest w takiej sytuacji bardzo banalne. Ja chyba nawet Marcie nie zadałem żadnego pytania. Pamiętam jak przez mgłę, że zaczęła opowiadać o innym mężczyźnie. Że się z nim od roku spotyka i jest z nim szczęśliwa.

Jacek nie był w stanie wydusić słowa. Marta też milczała. Uznała może, że najważniejsze już wie. 

- Z pizzerii pojechałem prosto do domu – mówi Jacek. – Marta powiedziała, że ma coś jeszcze do załatwienia i wróci później. Nie wróciła. Przesiedziałem całą noc w fotelu. Gapiłem się w telefon, przeglądałem jakieś esemesy. Czułem się zupełnie bezradny.

- Poddał się pan?

- Tej nocy tak. Ja po prostu nie wiedziałem, co mam robić. Zupełna bezsilność. Pojechałem w tą delegację. Kiedy wsiadłem do pociągu, to nagle wstąpiła we mnie jakaś wiara, że się to wszystko ułoży. Przez kolejne dni kurczowo trzymałem się tej myśli. Dzisiaj wiem, że to było absurdalne. Klamka przecież zapadła. Ma innego i chce zacząć nowe życie. Beze mnie.

Wrócił po trzech dniach. Marta była w domu. Spojrzała na bukiet róż, który trzymał w ręku. – Piękne – powiedziała i się uśmiechnęła. – Dziękuję.

Zanim cokolwiek zdążył powiedzieć, sprowadziła go na ziemię. Brutalnie i bez zbędnych słów.

- Jacek, nie chcę być już z tobą. Rozstańmy się. To jedyne rozsądne rozwiązanie.

Nie chciała go słuchać. O jego miłości, że jej wybacza, że się jakoś ułoży i że nie chce rozwodu. Ubrała się i bez słowa wyszła z domu.

- Dopiero wtedy zacząłem walczyć – mówi Jacek. – Dowiedziałem się, kim on jest. Jak? Z jej telefonu i ostatnich połączeń. Znałem go. Był żonaty. Byliśmy razem na jakieś imprezie. Tam się zresztą poznali z Martą.

Jacek dowiedział się, gdzie mieszka. Pojechał tam. Kiedy ujrzał go w drzwiach, nie wiedział co ma powiedzieć.

- Najpierw myślałem, żeby mu dać w mordę. Ale co by to zmieniło? Zacząłem coś pleść, że chciałbym z nim porozmawiać, Był sam w domu. Zaprosił mnie do środka. Przesiedzieliśmy kilka godzin, pijąc wódkę. Chciałem wiedzieć jedno: czy to przelotny romans, czy też coś poważniejszego. Nie odpowiedział wprost. Wychodząc, podaliśmy sobie ręce na pożegnanie.

Po pół roku Jacek był już po rozwodzie.

- Wychodząc z sądu nie czułem ulgi – mówi. – Żal mi było tych lat, które razem spędziliśmy. Jeszcze przed sprawą zaproponowałem, żebyśmy jednak spróbowali uratować nasz związek. Nie podjęła tematu.

Po rozwodzie wciąż mieszkali razem. Mają duży dom. Wspólna klatka. Każdy na swoim piętrze.

Marta została sama. Z nowym partnerem zupełnie jej nie wyszło. Po jej rozwodzie wszystko się zmieniło. Jej kochanek stchórzył. Bał się odejść o żony, zwłaszcza, że ciężko przeżyła jego romans. Wylądowała w szpitalu z udarem. Został przy niej.

- Z Martą nie utrzymują żadnych kontaktów – mówi Jacek.

On sam ułożył sobie życie. Rok po rozwodzie poznał Ewę.

- To nie była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi. – Widywałem ją w biurze. Była dużo młodsza, zawsze uśmiechnięta, ale dopiero na firmowej imprezie zwróciłem na nią większą uwagę.

Połączył ich sport. Ewa chciała wyjść wcześniej z imprezy, bo był w telewizji mecz siatkówki. Okazało się, że obydwoje interesują się sportem. Mecz obejrzeli razem. U Jacka. Po meczu odwiózł ją do domu.

- Nie byłem wtedy jeszcze gotowy na romans – mówi Jacek. – Dziwnie się czułem, wiedząc, że Marta jest gdzieś za ścianą. To były zbyt świeże rany.

Z Ewą zaczął się spotykać poza domem. Dużo rozmawiali, wspólne spacery, kino, teatr. Mieli wiele wspólnego ze sobą – nie tylko wspólne zainteresowania, ale także podobne poczucie humoru.

- Ona była po toksycznym związku. Niechętnie o tym mówiła. Kiedyś zdradziła, że jej były pochodził z bardzo zamożnej rodziny, planowali ślub, ale pewnego dnia zupełnie przypadkowo zobaczyła go, jak wychodzi z kasyna. Kiedy go o to potem spytała, zrobił jej straszną awanturę, że go śledzi, że mu nie ufa, itd. Rozstali się następnego dnia.

Ta zraniona miłość połączyła ich.

- Z Ewą czułem się naprawdę dobrze. Rozumieliśmy się bez słów. Z każdym dniem byliśmy sobie bardziej bliscy. O Marcie jednak wciąż myślałem. Nie jest tak łatwo wymazać z pamięci te kilkadziesiąt lat wspólnego życia – mówi. – Któregoś dnia Marta zaprosiła mnie do siebie. Ciekła jej pralka. Naprawiłem, usiedliśmy potem przy kawie. To była chyba najdłuższa nasza rozmowa od dnia rozwodu. I chyba pierwsza tak naprawdę szczera. Marta mi powiedziała, że jej uczucie do mnie wygasło już wiele lat temu. Nie było jej dobrze w tym naszym związku. Czuła się zdominowana przeze mnie, miała inne potrzeby, nie lubiła moich znajomych, imprez i tego, że byłem zbyt aktywny towarzysko. Kiedy ona chciała wieczorem posiedzieć w domu z książką, ja ją ciągnąłem gdzieś do znajomych. Spytałem, dlaczego mi o tym wszystkim nie powiedziała wcześniej? Sądziłem latami, że taki styl życie jej odpowiada. Nie odpowiedziała mi na to pytanie.

Ta rozmowa wiele Jackowi dała. Marcie chyba także. Powiedział jej o Ewie, zresztą widziała ją kilka razy. Od tej pory stosunki z byłą żoną stały się niemal idealne. Nie zwierzają się może sobie ze szczegółów swojego obecnego życia, ale dopiero teraz, kiedy nie są już małżeństwem, są wobec siebie szczerzy.

- Ja też Marcie powiedziałem, co mi przeszkadzało w naszym małżeństwie. A nigdy jej tego wcześniej nie mówiłem.

- Czy taka rozmowa kilka lat coś by zmieniła?

 - Rozmawialiśmy długo o tym. Marta stwierdziła, że byłyby to jedynie – jak to określiła – zmiany kosmetyczne. Nasze małżeństwo może przetrwałoby, ale ona nie czułaby się szczęśliwa. Coś się między nami wypaliło, zgasło. Tego się nie da naprawić.

Po pięciu latach od rozwodu Jacek na nowo ułożył sobie życie.

- Tak, jestem z Ewą – mówi. – Zamieszkaliśmy razem, ale u niej. Swoje piętro wynająłem. Z Martą mam cały czas kontakt, jesteśmy na przyjacielskiej stopie. Czasami jej pomagam, jak coś się zepsuje. Nie jest z nikim, ale wygląda naprawdę na szczęśliwą. Nie sądzę, żeby udawała. Ma swoje książki, swój świat domatorki, psa. Myślę, że rozwód to jeszcze nie koniec świata. Ale w moim przypadku pogodzenie się z tym trwało jednak bardzo długo.         

 

Tagi:

miłość,  zdrada,  rozwód, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz
// }) // }) // }) // }) // }) // }) // })