- Te wszystkie prace domowe, które pamiętam ze szkoły nie są dla mnie jakimś traumatycznym przeżyciem - wspomina Andrzej Kowalczyk ze Świdnika. - O ile jeszcze zadania z matematyki czy chemii nie sprawiały mi raczej problemu, o tyle wypracowania z polskiego były nie lada wyzwaniem. Zawsze miałem z tym problem. Wolałem przedmioty ścisłe. Dzięki temu, że nauczyciele zadawali nam prace domowe, to jednak nauczyłem się systematyczności. Rodzice też mi w tym pomogli, bo na dwór mogłem wyjść dopiero wtedy, jak wszystkie lekcje były odrobione.

Pokolenie dzisiejszych 50- i 60-latków doskonale pamięta także, że do pozalekcyjnych obowiązków uczniów należało też czytanie lektur. To się nie zmieniło. Dzisiaj także jest to wymagane w szkole.
- Kiedyś jednak nie było tak łatwego dostępu do lektur jak dzisiaj, poznanie lektury wymagało jednak więcej wysiłku - podkreśla Marek Krawczyk z Lublina. - Dzisiaj wystarczy przejrzeć internet, żeby znaleźć mnóstwo streszczeń, opracować; są też audiobooki, filmy. Wszystko podane na tacy. Niedługo sztuczna inteligencja nam to wszystko opracuje, opowie i napisze. W czytaniu lektur, obcowaniu z książką czerpię jednak korzyści do dzisiaj. To dzięki nim pokochałem Trylogię, znam ją prawie na pamięć, a książki czytam do dzisiaj. Podobnie jak moje dzieci. One jednak chętniej sięgają po e-booki. Ale to też książka. Zdaję sobie jednak sprawę, że pewnie za jakiś czas drukowane książki przejdą do lamusa.

 


Krzysztof Wąsik z Hrubieszowa pamięta z kolei, że niektóre prace domowe wymagały od ucznia rzeczywiście sporego wysiłku

 


- Do dzisiaj wspominam mojego nauczyciela historii ze szkoły średniej, który był bardzo wymagający - mówi pan Krzysztof. - Jak mieliśmy temat drugiej wojny światowej, to musieliśmy przykładowo przeprowadzić wywiady z byłymi żołnierzami, partyzantami czy tak ja w moim przypadku z ciocią, która przeżyła obóz na Majdanku. I to było w ramach pracy domowej. Do tego każdy musiał dodać historię danego wydarzenia, bitwy. A to wymagało pójścia do biblioteki, ślęczenia w książkach czy wertowania encyklopedii. Nie było przecież internetowej wyszukiwarki. Do dzisiaj mam w domu starą encyklopedię. Nie leżała u mnie w domu jako ozdoba na półce. Nie przetrwała też próby czasu. Wiele kartek ledwo się kupy trzyma, a prawie wszystkie rogi są pozaginane. Rodzice nie pomagali mi w pracach domowych. Chyba, że czegoś nie rozumiałem, to wtedy tak. W podstawówce ojciec na pewno pomagał mi robić karmnik. To pamiętam. Ale nie w lekcjach. Dzisiaj widzę, że niektórzy rodzice spędzają wiele czasu, żeby pomagać dzieciom w lekcjach.

Potwierdza to Jolanta G., była nauczycielka klas przedszkolnych, od roku na emeryturze.

- Wiem z doświadczenia, że wielu rodziców woli "odbębnić" prace domowe za dziecko, zamiast ślęczeć z nim godzinami nad jednym zadaniem - mówi. - Szkoda im na to czasu i idę na łatwiznę. Wiadomo, że nie każde dziecko ma zdolności i manualne, i chociażby do nauk ścisłych. Jedne potrzebują więcej czasu, żeby odrobić zadanie, inne mniej. A rodzicom często brakuje zwykłej cierpliwości. Każda praca domowa, zadanie, to przecież jest swoisty trening. Nie da się tego przeskoczyć, przyspieszyć.

 


Problemem nie jest, ile tych prac domowych się zadaje, ale jak rodzice angażują się w edukację swoich dzieci

 


A to widać gołym okiem. Weźmy chociażby matematykę. Tabliczka mnożenia to typowa "pamięciówka". Na lekcji nie ma na to czasu. To trzeba przed dłuższy czas po prostu uczyć się na pamięć w domu. I tu jest rola rodziców. Jak to się dzieje, że niektóre małe dzieci budują składne zdania, mają bogate słownictwo czy potrafią mówić płynnie? Bo rodzice z nimi dużo rozmawiają. I efekty widać gołym okiem. To jest trening mówienia. I żadna praca domowa - nawet najbardziej wymagająca - tego nie zastąpi. Tak samo jak nauka liczenia. Jeśli rodzic wyjmie na stół sztućce, patyczki czy cokolwiek innego i zacznie wspólnie z dzieckiem liczyć te przedmioty - i będzie to robić systematycznie - to efekty przyjdą bardzo szybko. Szkoła to jest jedynie pewien etap na drodze edukacji.

Była już nauczycielka zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny szczegół:

- Czasami rodzice żalili się, aż ich dziecko spędza więcej czasu nad pracą domową niż rówieśnicy - mówi pani Jola. - A ja kiedyś słyszałam kilka razy przypadkową rozmowę dzieciaków, które chwaliły się, jak udało im się przechytrzyć mamę czy tatę. Za każdym razem, kiedy rodzic wchodził do pokoju, to córka ślęczała nad zadaniem. Kiedy tylko drzwi się zamknęły, otwierała szufladę, w której był włączony tablet z kolejną grą. Nie jest to oczywiście regułą, ale za każdym razem, kiedy miałam sygnały od rodziców, że ich dziecku odrabianie pracy domowej zajmuje podejrzanie długo czasu, to zawsze na początku radziłem, żeby uważniej się przyjrzeli, skąd ta "ślamazarność" się bierze. Pamiętajmy jednak, że problem nie leży tylko w tym, czy nauczyciele będą więcej czy mniej zadawać prac domowych, żeby nauczyć ich chociażby systematyczności, czy odpowiedzialności. To też wymaganie od dzieci sprzątania w swoim pokoju, wynoszenia śmieci czy wyprowadzania psa na spacer. To jest cały długi i żmudny proces.

A jak Wy pamiętacie szkołę i odrabianie lekcji? Napiszcie o tym, podzielcie się swoimi wspomnieniami w mailach do FacetXL.pl

 

Tagi:

szkoła,  lekcje, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz