Jaga ma osiem lat. Dotychczas nie bała się wybuchów, petard. Znajomi śmieli się, że po raz pierwszy widzą czworonoga, który na odgłos wystrzałów, wybiega z ciekawości z domu. Tak było do tej pory. W tym roku nikt się nie spodziewał, że Jaga tak źle zniesie wybuchy fajerwerków.

Już kilka dni przed Sylwestrem słychać były pierwsze petardy. Suczka nie wykazywała tym razem żadnego zainteresowania. Nie okazywała też strachu. Jak zwykle wychodziła na działkę, wracała po kilku minutach albo, jak coś było interesującego na dworze, to nieco później.

W Sylwestra przyszli do nas znajomi. W sumie osiem osób. Jaga ze wszystkimi wylewnie się przywitała, po czym - jak to ma w zwyczaju - legła na ulubionej kanapie, mając wszystkich na widoku. Do północy kilka razy wychodziła na dwór, gdzie już było słychać coraz częstsze i głośniejsze wybuchy.

 


Tuż po północy głośnym szczekaniem domagała się, żeby ją znowu wypuścić. Wybiegła jak z katapulty

 


Po pół godzinie wciąż było słychać wystrzały petard, a suczka nie wracała. Jeszcze wtedy nie czuliśmy się zaniepokojeni. O drugiej w nocy wyszedłem na działkę. Nawoływanie, gwizdanie nic nie dało. Jaga zniknęła. Najpierw sprawdziłem wszystkie miejsce, gdzie lubiła się chować. Zero śladu. Potem sprawdziłem dokładnie całe ogrodzenie. Ani śladu podkopu. Nie było jej także pod żadnym z licznych drzew.

Kiedy była młodsza, zdarzało się, że robiła podkopy i znikała wtedy na kilka godzin. Zawsze jednak wracała. Umorusana, zmęczona, ale szczęśliwa. Jak to pies. Jaga była i jest typowym psem domowym, śpi w łóżku, ma dużą przestrzeń do biegania, bo działka ma ponad 30 arów, często chodzi na spacery, biega ze mną po lesie, ale jednak najciekawsze jest dla niej to, co za płotem...

Poszliśmy spać, licząc, że za jakiś czas usłyszymy charakterystyczne stukanie łapkami o drzwi. Nic z tego. O siódmej rano zacząłem jej znowu szukać - tym razem wybrałem się na spacer po okolicy, łudząc się, że może gdzie ją spotkam. Potem objechał samochodem pobliskie tereny. Ani śladu po Jadze. Zamieściłem jej zdjęcie na lokalnym portalu. Przejrzeliśmy też z żoną media społecznościowe, gdzie internauci zamieszczali zdjęcia znalezionych i przestraszonych psiaków. Jagi tam jednak nie było.

Do pomocy w jej odnalezieniu zgłosili się znajomi. Okazało się, że nie jesteśmy osamotnieni w poszukiwaniach swoich psów. Poznaliśmy też pewne małżeństwo, które podobnie jak my, od rana szukali swojego kundelka, który tak jak Jaga uciekł, bo przestraszył się petard.

2 stycznia, wieczorem, kiedy wróciliśmy z kolejnego "obchodu" terenu posłyszałem znajomy odgłos - drapanie w drzwi. Na dole byłem w kilka sekund. Przez szybę zobaczyłem Jagę. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Drżała na całym ciele. Widać było, że jest przerażona. Podkulony ogon, strach w oczach. Zazwyczaj po powrocie z dworu, szła od razu do kuchni, sprawdzając zawartość miski. Tym razem poszła od razu na górę. Z trudem wskoczyła na łóżko. Cały czas drżała. Dopiero jak przykryłem ją kołdrą, to nieco się uspokoiła. Wciąż była jednak cała spięta. Po kilkunastu minutach głaskania wreszcie się nieco uspokoiła i usnęła. Rano jednak nie chciała zejść na dół. Cały czas nasłuchiwała, każdy głośniejszy odgłos powodował, że kuliła się w sobie, widać było, że czuje się niepewnie.

W nocy zeszła powoli na dół. Nie chciała jednak jeść, piła tylko wodę. Kiedy miska była już pusta, wróciła na górę. Tu, w łóżku czuła się najbezpieczniej.

Trzeciego dni nowego roku Jaga wciąż boi się się wyjść z domu. Trauma wciąż w niej siedzi. To małżeństwo, które szukała swojego kundelka - znalazło go. Wymieniliśmy się wtedy telefonami. To na wszelki wypadek, gdyby wtedy ktoś z nas znalazł nasze psiaki. I zadzwonili. Znaleźli swojego ukochanego kundelka na polu - nie tak daleko od ich posesji. Nie żył. Prawdopodobnie serduszko jego nie wytrzymało stresu związanego z wybuchami petard. To cena, jaką zapłacił za sylwestrową "rozrywkę" ludzi.

 

 

 

 

 

Tagi:

pies,  wybuchy,  fajerwerki, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót