Z Agatą byli dobraną parą. Poznali się u jej znajomych. Zaiskrzyło. Adam pochodził z małej miejscowości na Zamojszczyźnie. Po studiach w Warszawie nie miał po co wracać w rodzinne strony. Pracy i tak by nie znalazł. A jeśli już – to najwyżej gdzieś w urzędzie za marną pensję. Nie miał tam perspektyw. Został w Warszawie. Po śmierci rodziców – jeszcze na studiach – sprzedali z bratem ich dom. Podzielili się pieniędzmi. Kupił kawalerkę.

- Agata miała o wiele łatwiejszy start w życiu – mówi Adam. – Mama była wziętym stomatologiem, a ojciec architektem. Warszawiacy od wielu pokoleń. Duża, przestronna willa na Mokotowie z ogrodem.

 

Agata była oczkiem w głowie rodziców

 

 Jedynaczka, rozpieszczona, zupełnie zawróciła Adamowi w głowie.

- Świata poza nią nie widziałem – przyznaje. – Była czuła, wyrozumiała i miała mnóstwo dziewczęcego wdzięku. Spotykaliśmy się głównie u mnie w mieszkaniu. Dopiero po kilku miesiącach zaprosiła mnie do siebie.

Pierwszą wizytę u przyszłych teściów zapamiętał na długo.

- To była scena - wypisz-wymaluj - jak z serialu „Daleko od szosy”, kiedy Leszek po raz pierwszy odwiedził Anię w jej mieszkaniu. Też poczułem od razu chłód bijący w tej rodzinie.

Mamy Agaty z wyszukaną grzecznością wypytała Adama o jego rodzinę, jego pracę, plany. Nie skomentowała, że jego ojciec jest już emerytem, a całe życie miał zakład krawiecki, w którym pomagała mu mama Adama.

- Słowem też się nie odezwała, kiedy wspomniałem, że pracuję w księgowości w prywatnej hurtowni – mówi Adam. – Jej ojciec wydawał się być zupełnie nie zainteresowany rozmową. Co rusz spoglądał w telewizor, gdzie był mecz.

Z Agatą spędzali mnóstwo czasu. Byli szczęśliwi. Planował jej się oświadczyć, kiedy doszło tragedii

- Byliśmy akurat u znajomych, kiedy Agata odebrała telefon. – mówi Adam. – Mama jej zadzwoniła. Ojciec Agaty miał wypadek samochodowy na obwodnicy. Zmarł w karetce.

 

Na pogrzebie niedoszłego teścia mama Agaty po raz pierwszy pokazała mu jego miejsce w szeregu

 

- W kościele siedziałem tuż za Agatą. Kiedy wyszliśmy, wzięła mnie za rękę i chcieliśmy iść razem tuż za trumną. Jej mama krótko i dobitnie powiedziała do Agaty, że za trumną to idzie tylko najbliższa rodzina. Mnie zupełnie zignorowała. Tak jakby mnie nie było. Agata puściła moją rękę i bez słowa stanęła obok mamy. Poczułem się jak intruz, ale tłumaczyłem to sobie żałobą itd. Nie chciałem robić nic na siłę.

Agata po pogrzebie przeprosiła Adama za zachowanie mamy. Stypy nie było. Mama zaprosiła do siebie tylko kilka osób – siostrę, szwagra i kogoś jeszcze.

- Agata strasznie przeżyła śmierć ojca, była bardzo z nim związana – wspomina Adam. – Starałem się ją pocieszać jak mogłem, wyjechaliśmy razem w góry na weekend.

Kilka miesięcy później oświadczył się Agacie. Wzięli ślub, zamieszkali na Mokotowie. Swoją kawalerkę Adam wynajął.

- Mieliśmy cały parter dla siebie – ponad 150 metrów. – mówi Adam. – Teściowa miała piętro.

Od początku źle się czuł w ogromnej willi. Owszem, było dużo miejsca, ogród, duży garaż, ale teściowa z czasem przestała udawać, że akceptuje swojego zięcia.

- Najpierw była to z jej strony zwykła obojętność. Na moje pozdrowienia coś tam bąkała pod nosem, z łaską odpowiadała na jakiekolwiek pytania. Traktowała mnie jak powietrze. Kiedyś przypadkowo usłyszałem, jak Agata ją pytała, dlaczego jest dla mnie taka oschła. To było w ogrodzie. Nie widziały mnie. Teściowa powiedziała, że zięć nie jest od lubienia. Ważne, żeby Agata była ze mną szczęśliwa.

Mijały kolejne miesiące życia pod jednym dachem z teściową, która stopniowo zaczęła już okazywać jawną niechęć swojemu zięciowi z prowincji.

- Tak mi kiedyś powiedziała, kiedy źle przyciąłem róże w ogrodzie – żali się Adam. – Nie sądziłem, że dla niej to jest takie ważne, skąd pochodzi mąż jej córki. Może kiedyś odgrywało to jakąś rolę, ale dzisiaj? Jakie to ma znaczenie?

Teściowa już nie pracowała. Była na emeryturze. Miała mnóstwo czasu i zazwyczaj chciała go spędzać na pogaduszkach z Agatą.

 

Adama najbardziej irytowało to, że nawet w jego obecności szeptała jej wciąż coś do ucha

 

 Kiedyś Agata zwróciła jej uwagę, żeby tak nie robiła. Obraziła się.

Było coraz gorzej. Doszło do tego, że Adam zaczął jej unikać. Wychodził do ogrodu tylko wtedy, kiedy jej tam nie było; w weekendy namawiał Agatę do wyjazdów poza miasto.

- Teściowa wiele razy prosiła ją wtedy, żeby została, bo źle się czuje. Siedziała wtedy głównie u niej na górze – mówi.

Któregoś razu Agata wyjechała na kilka dni. Służbowo. Pracowała w kancelarii adwokackiej. Adam został sam z teściową. Rano, widząc go na korytarzu, powiedziała, że kiepsko się czuje, skakało jej ciśnienie.

- Pójdź potem do sklepu – rozkazała, bo innym tonem do Adama się nie zwracała. – Zabrakło mi pieczywa.  Wstąpisz też do apteki. I dała mu receptę. Odwróciła się i poszła na górę.

Adam z trudem panował nad emocjami. W tym samym czasie zadzwoniła Agata: jak tam mama, czy czegoś jej nie trzeba.

Zrobił jak chciała. Kupił pieczywo i chałkę – taką, jaką zawsze lubiła. W aptece płacił kartą. Wyszło 280 zł.

- Zaniosłem na górę zakupy i leki – mówi Adam. – Teściowa nawet nie podziękowała. – O, wróciłeś – powiedziała jedynie.

Adam postawił leki na szafce w przedpokoju.

- Strasznie drogie leki przepisali mamie – rzucił niby od niechcenia. – Prawie 300 złotych.

- Co to dla takiego księgowego jak ty – odparła niby żartem i poszła do pokoju.

Adam chwilę postał i bez słowa wyszedł. I bez pieniędzy od teściowej za leki.

Agata wróciła za dwa dni. Przywitała się z Adamem i od razu pobiegła do niej na górę. Wróciła zdenerwowana. Okazało się, że mamusia pożaliła się córeczce. Na zięcia, który skąpi na jej leki.

To nie był pierwszy taki przypadek, kiedy poszło o pieniądze. Agata nigdy, ani razu nie wypomniała Adamowi, że mało zarabia. Fakt, jego pensja to była mniej więcej jedna trzecia jej zarobków. Któregoś razu, kiedy doszło między nimi do niewielkiej sprzeczki, rzuciła coś z przekąsem, że zarabia „symboliczne” pieniądze.

- Pewnie mama ci coś powiedziała?

- A nie tak jest? – usłyszał.

 

Wspólne mieszkanie z żoną i teściową stawało się powoli nie do zniesienia

 

 Kiedy nie mogła uruchomić swojego samochodu, „poprosiła” o pomoc zięcia. Nie był mechanikiem.

- Co z ciebie za chłop – usłyszał kąśliwą uwagę.

Stawała się coraz bardzie złośliwa. Agata pracował do późna. Adama odwiedzali czasami koledzy. Siadali na tarasie. Teściowa wtedy schodziła z góry i specjalnie siadała na leżaku kilka metrów od nich. Owszem, witała się i mówiła, żeby sobie nie przeszkadzali w rozmowie. Tak samo było jak przyjeżdżał do niego brat. Potrafiła w trakcie rozmowy powiedzieć, że powinien podlać kwiaty na ogrodzie lub ściąć trawę. Akurat wtedy.

- Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek odezwała się do mnie normalnie – mówi Adam. – Nie było chyba dnia, żebym nie usłyszał złośliwych uwag z jej strony. Nie hamowała się z tym.

Pewnego dnia nie wytrzymał. Teściowa od samego rana już była naburmuszona. Miał wtedy wolne, ale porządkował firmowe papiery. Wieczorem siadł na tarasie, pracował. Zapalił światło. Po chwili teściowa wychyliła się z okna.

- Możesz zgasić to cholerne światło, bo mi ćmy wlatują do pokoju! – usłyszał. Potem uwagi, że jest źle zorganizowany, bo powinien pracować w dzień, a jak sobie nie radzi, to niech zmieni pracę. I tak przez kilka minut.

- Nie wiem, co jej się stało, ale wyrzuciła z siebie chyba wszystkie żale i pretensje, jakie do mnie czuła – mówi Adam. – Usłyszałem, że jestem darmozjadem na utrzymaniu jego córki, łajzą i pijakiem. Chyba dlatego, że rzeczywiście miałem otwartą butelkę piwa. Co zdarzało mi raz, dwa razy w miesiącu.

Po tych wybuchu złości, zamknęła z hukiem okno. W tym samym czasie Adam rozbił butelkę o ścianę domu.

- To był odruch złości – mówi. – Wyszedłem na ulicą tak jak stałem.

Wrócił przed północą. Agata nie spała. Powiedziała tylko, że mama wciąż się nie może uspokoić i wzięła już kolejny raz vallidol – lek na uspokojenie. Wysłuchała tłumaczeń Adama.

- Nic nie usprawiedliwia ciebie, że tak zareagowałeś. – Wiesz, że mama miewa humory. Ma swoje lata. Mógłbyś ją przeprosić?

Od miesiąca Adam rozmawia z żoną jedynie wtedy, kiedy musi. Nie przeprosił teściowej. Agata ma o to żal. Opowiedział jej o tym, jak jej mama go gnębi, szydzi z niego i wyśmiewa.

- Agata trzyma stronę mamy – mówi. – Wciąż powtarza, że na starość możemy być tacy sami. Nie wiem, co będzie dalej. Nie potrafię tak dalej żyć. Z dwoma kobietami pod dachem, które widzą tylko swoje racje.

 

       

 

 

      

      

        

Tagi:

małżeństwo,  kobieta,  teściowa, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz
// }) // }) // }) // }) // }) // }) // })