Partner: Logo FacetXL.pl

To poruszająca historia, z którą podzielił się z nami Maciej, dziś 54-latek. Wysłał maila do redakcji facetxl.

(…) Z Ewą nie układało nam się od początku małżeństwa – pisze w liście. - Byliśmy młodzi, zakochani w sobie, ale obydwoje jeszcze bardzo dziecinni. Mieliśmy raptem po 21 lat. Jeszcze studiowaliśmy. Rodzice nie byli zachwyceni pomysłem, że chcemy wziąć tak wcześnie ślub. Uparliśmy się jednak. Chcieliśmy jak najszybciej być razem, wejść w dorosłość. Nic nie było w stanie nas powstrzymać. Rodzina, znajomi, byli przekonani, że Ewa jest w ciąży. Nic z tych rzeczy. (…)

Po ślubie zamieszkali u rodziców Ewy. Mieli jednorodzinny, peerelowski „klocek”. Oddali młodym piętro. Wcześniej je odmalowali; meble były już wcześniej.

(…) Było na początku tak, jak sobie wymarzyliśmy – mówi Maciej. - Razem zasypialiśmy, razem budziliśmy się. Zajęcia na uczelni zaczynaliśmy najczęściej o tej samej porze. Popołudniami nauka, albo wyjście do kina. Z obrączką na palcu czułem się bardzo dorosły. Imponowało mi to. Czułem, że niektórzy mi nawet zazdrościli.

 

Po roku Ewa zaszła w ciążę. Była już na ostatnim roku. Nie planowali tego

 

(…) Niby się cieszyliśmy, ale to nam trochę skomplikowało plany – mówi Maciej. - Mieliśmy zaraz po studiach wyjechać na rok do Stanów. Mam tam rodzinę. Chcieliśmy popracować, zarobić na własne mieszkanie, urządzić się. A tak nie byliśmy pewni, czy Ewa zdoła skończyć studia, obronić pracę. (…)

Zdążyła. Dwa miesiące po obronie pracy magisterskiej urodził się Kubuś.

(…) To zmieniło nam zupełnie nasze życie. Cieszyliśmy się strasznie, rozpieszczaliśmy go, ale doszło dużo nowych obowiązków, do których trudno nam się było przyzwyczaić. Kubuś dużo chorował, ciągle był przeziębiony, jakieś infekcje, do tego miał problemy z bioderkiem. Wymagał codziennych ćwiczeń. (…) Nie sądziliśmy nigdy, że dziecko może być tak absorbujące. (…)

 

Wkrótce Maciej i Ewa przekonali się na własnej skórze, jak absorbująca może być dwójka dzieci

 

(…) To również nie była planowana ciąża – pisze nasz bohater. - Jasio przez pierwsze pół roku nie chciał w nocy spać. Budził się z płaczem co kilkanaście minut. Ja już wtedy pracowałem i zdarzało się, że przysypiałem za biurkiem z niewyspania. Ewa z kolei zupełnie nie radziła sobie z obowiązkami domowymi. Okazało się, że to były początki anemii. (…)

 

To były także początki ich małżeńskiego kryzysu

 

(…) Dzieci, moja praca, obowiązki – to wszystko nas przerosło – mówi Maciej. - Coraz częściej się kłóciliśmy. O wszystko. W nocy zdarzało się, że udawałem, że nie słyszę płaczu Jasia czy Kubusia. Tylko po to, żeby ona wstała. Ewa robiła podobnie.

(…) Brakowało mi też spotkań z kolegami. Wcześniej, kiedy nie mieliśmy jeszcze dzieci, przynajmniej raz w miesiącu chodziłem do mojego najlepszego kumpla na mecz. Było piwko, rozmowy, wspólne oglądanie. Ewa to akceptowała. Sama też od czasu do czasu wyrywała się z domu na spotkanie z koleżankami. Przy dwójce synów było to praktycznie niemożliwe. Rodzice Ewy nie mieli zbyt wiele czasu, żeby zajmować się wnukami. Obydwoje pracowali na zmiany i nie zawsze można było na nich liczyć. Moi rodzice z kolei mieszkali na drugim końcu miasta, poza tym mama była już wtedy schorowana. Skarżyła się na serce, a ojciec miał problemy z chodzeniem (…)

 

Maciej z Ewą nie byli już parą, która codziennie spogląda na siebie z czułością i miłością

 

(…) Uciekaliśmy od tych tych codziennych obowiązków. Kubuś chodził już do przedszkola, Jaś do żłobka, a Ewa zaczęła pracować. Dom, dzieci, praca. Do tego gotowanie, sprzątanie. I tak dzień w dzień. Nie tak wyobrażaliśmy sobie nasze życie. Przed ślubem mieliśmy takie plany, że świat miał kłaniać się nam w pas. Tymczasem wpadliśmy w kierat nudnego, monotonnego życia.

(…) Pewnego wieczoru Ewa nie wytrzymała. Jak zwykle pokłóciliśmy się o jakąś głupotę. Z drobnej sprzeczki zrobiła się duża awantura. Wygarnęła mi, że się przy mnie marnuje. Że ja obarczyłem ją zbyt wieloma obowiązkami, że nie ma na nic wolnego czasu, ciągle tylko pieluchy, sprzątanie i gotowanie. (…) Nie pozostałem jej dłużny. Stwierdziłem, że nie dorosła do bycia matką, a ja jej nie zastąpię chociażby w karmieniu piersią. Od słowa do słowa każdy z nas wylał swoje żale. (…) Dowiedziałem się, że nigdy jej nie było dobrze ze mną w łóżku, że moi rodzice nigdy jej nie zaakceptowali i że są egoistami, bo nam nie pomagają. (…) Dodała jeszcze, że najgorsze, co zrobiła w życiu, to małżeństwo ze mną. (…)

To była ich największa kłótnia w życiu. Musieli głośno krzyczeć, bo na górę przyszła zaniepokojona awanturą teściowa. Uspokajała ich. Maciej był tak wściekły, że wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

 

(…) Musiałem ochłonąć. Przez godzinę spacerowałem po uliczkach. (…)Kiedy wróciłem, Ewa nie spała. Okazało się, że nasze wrzaski zbudziły Kubusia. Po moim wyjściu zaczął płakać. Ani Ewa, ani babcia nie mogły go uspokoić. Jakoś udało się go jednak uśpić. (…)

 

Więcej już się nie kłócili. Przynajmniej przy dzieciach. Znaleźli inne „rozwiązanie” małżeńskiego kryzysu: nie rozmawiali ze sobą. Najpierw były to ciche dni, potem jeszcze cichsze miesiące. Klasyka kłótni.

(…) Przy dzieciach staraliśmy się zachowywać normalnie. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, chodziliśmy na plac zabaw, w weekendy czasami wyjeżdżaliśmy poza miasto. Jak byliśmy sami, to rozmawialiśmy „służbowo”. Nikt nikomu się nie zwierzał, nie pytał jak było w pracy. Jak dwoje obcych sobie ludzi. Od dłuższego czasu nie sypialiśmy też ze sobą. Nie czuliśmy chyba takiej potrzeby. Poza tym, jak Kubuś się budził, to Ewa zabierała go do nas do łóżka. Mieliśmy „pretekst”, żeby się nie kochać.

Nie chodzili nigdzie razem, chyba że na rodzinne uroczystości. Coraz rzadziej mieli też gości.

 

(…) Teściowie domyślali się, że coś jest między nami nie tak jak trzeba. Nie wtrącali się jednak do naszego życia. Widziałem jednak ich zatroskane twarze (…)

 

Maciej zauważył jeszcze jedną zatroskaną twarz: to był Kubuś. Starszy syn miał już pięć lat.

(…) Wydawało mi się, że taki szkrab niewiele jeszcze rozumie. Dzisiaj, z perspektywy czasu widzę, że się cholernie myliłem. Dzieci doskonale wiedzą, kiedy między rodzicami nie jest najlepiej. U nas było to widoczne gołym okiem. Pamiętam, jak kiedyś siedzieliśmy z Ewą sami w pokoju. Jak zwykle milczeliśmy. Kubuś z Jasiem bawili się w pokoju obok. W pewnym momencie Ewa o coś mnie spytała. Ja odburknąłem ze złością. Nie podnosiliśmy głosu na siebie, ale ton „rozmowy” nie pozostawiał złudzeń, że nie była to miła pogawędka. Kiedy zajrzałem po chwili do pokoju dzieci, to zobaczyłem, że Kubuś siedzi w kącie i ociera dłonią łzy. Spytałem, czemu płacze. Powiedział, że to przez to, że się kłócimy. Ewa go przytuliła i zaczęła tłumaczyć, że dorośli czasami się sprzeczają, ale to nic takiego i jakoś się uspokoił. Od tej pory jednak wiele razy zauważyłem, że jak byliśmy razem z Ewą, to uważnie nam się przyglądał. Nie widziałem jednak uśmiechu na jego twarzy.

 

Było coraz gorzej. Maciej już przestał nawet mówić żonie gdzie wychodzi albo o której wróci do domu

 

(…) Ewie i tak było wszystko jedno. Każdego dnia oddalaliśmy się od siebie. Sześć lat po ślubie staliśmy się tak nudnym małżeństwem, że gdyby nie dzieci, to pewnie każdy z nas poszedłby w swoją stronę. Nie mieliśmy żadnych romansów, „skoków w bok”. Byliśmy jedynie zmęczeni sobą. Unikaliśmy już większych kłótni, staraliśmy się zachowywać pozory zgodnego małżeństwa, zwłaszcza przy dzieciach, ale obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że na dłuższą metę nie przetrwamy jako rodzina.

(…) Kilka miesięcy temu, przez świętami, spytałem Ewę, jak będzie z wigilią. Odparła, że jest jej wszystko jedno, czy pójdziemy do jej czy moich rodziców. Dla niej to nie jest żaden problem. Wtedy powiedziałem ze złością, że jak wszystko jedno, to w ogóle nigdzie nie idźmy i się rozwiedźmy, wtedy będzie spokój. Kiedy się odwróciłem po tych słowach, to zauważyłem Kubę i Jasia, jak stali w drzwiach. Musieli wszystko słyszeć. Kubuś miał oczy szeroko otwarte. Był przerażony. Jaś z kolei już składał usta w podkówkę. Wiedzieli, że dzieje się coś złego.

- „Czy wy się lubicie? - spytał starszy, z trudem hamując łzy. - Nie kłóćcie się, bo tata kolegi jak się gniewał na jego mamę, to wyjechał i teraz go nie ma w domu. Ja tak nie chcę. Macie się pogodzić i już. A może nas nie kochacie już?”

Jasio w tym czasie rozbeczał się już na dobre. Szlochał głośno i cały zasmarkany z trudem zdołał powiedzieć, że on nie chce do sierocińca.

(…) Nie wiem, skąd mu to przyszło do głowy – pisze Maciej. - Być może Kubuś mu coś powiedział, albo gdzieś usłyszał. Zaczęliśmy z Ewą ich uspokajać. To okazało się jednak trudniejsze niż myśleliśmy. Wziąłem Jasia na ręce. Przytulił się mocno do mnie. Wciąż jednak cicho pochlipywał. Ewa w tym czasie wzięła Kubusia na kolana. Sama miała łzy w oczach. Kubuś koniecznie chciał wiedzieć, czy my się lubimy albo kochamy.

- „Jeśli tak, to macie się natychmiast przeprosić i pocałować! - wykrzyczał przez łzy.

Zrobiliśmy to bez zastanowienia – mówi Maciej. - Razem potem położyliśmy się do łóżka z nimi. Czytaliśmy im książki, opowiadaliśmy jakieś historie, potem Ewa przyniosła zdjęcia z naszych wspólnych wyjazdów. Zmęczeni w końcu usnęli.

(…) To był wieczór, który wiele zmienił w naszym życiu. Kiedy przykrywaliśmy śpiących chłopaków, spojrzeliśmy równocześnie na siebie. Ewa miała łzy w oczach. Ja chyba także. W tym samym momencie zrozumieliśmy, jak bardzo krzywdziliśmy naszych synów. Jakimi byliśmy egoistami. Nikomu, nawet największemu wrogowi nie życzę, żeby patrzył na cierpienie własnego dziecka. I to takie cierpienie, którego sprawcami są najbliżsi. (…)

(…) Z Ewą przegadaliśmy wtedy całą noc. Wszystko sobie wytłumaczyliśmy. Obydwoje zrozumieliśmy, że nasze małżeństwo przechodziło kryzys, bo każdy z nas myślał tylko o sobie. Ja uważałem, że moje problemy są najważniejsze. Ewa – że jej. Najgorsze, co zrobiliśmy, że przez kilka lat nie rozmawialiśmy o tym. (…) Gdyby nie dzieci, być może wtedy rozstalibyśmy się. I to przez głupotę. Dopiero sześciolatek nam to uświadomił. A pięciolatek mu w tym pomagał. (…)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi:

małżeństwo,  dzieci,  kryzys, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz